15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

117. Targ śniadaniowy- the last one.

0 Comment

Lato się skończyło, a wraz z nim mój coniedzielny targ śniadaniowy. Specjalnie z Kubą wzięliśmy kredyt i zmieniliśmy pracę, żeby nas było stać na uczestniczenie w nim. Ale nie powiem- opłacało się.

W niedzielę z okazji ostatniego w tym roku targu musieliśmy spróbować wszystkiego co wegańskie, tak więc wjechaliśmy w hummus, oliwki, tybetańskie pierożki z soczewicą, gryczane naleśniki z kurkowym farszem z Vege Kiosku i finalnie wegańskie lody. Wszystko jak zwykle było pyszne.

Siedzieliśmy na leżakach ogrzewani przez jesienne słoneczko i jaraliśmy się zajebistością życia.

Nasze dzieciaki razem z nami cieszyły się z jesiennego słoneczka. Trochę przytłacza mnie spędzanie zimy w Polsce, ale nadmiar obowiązków raczej nie pozwoli na ucieczkę w cieplejsze rejony kuli ziemskiej. Well, next time.

Z czystym sumieniem polecam targ śniadaniowy rozleniwionym paniom domu, którym nie chce się pół dnia stać przy garach tłukąc tradycyjnie schaboszczaka.

Po pierwsze, od schaboszczaka rośnie dupa i nowotwór odbytnicy. A po drugie- kto w dzisiejszych czasach nie woli opieprzyć tybetańskiej paszy zamiast ziemniorów ze skwarą…szanujmy się.

dumplings-253845_1280olives-627297_128012077014_10206929105699433_572139149_n

 

Już tęsknię za tymi lazy sundays.

Previous Post
116. Krwawy księżyc.
Next Post
118. Implanon.