15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

179. Hardcore Henry.

0 Comment

Jedna z najzacniej popieprzonych produkcji jakie udało mi się ostatnio obejrzeć. Cyborgi, krew, pot, łzy, golonka, flaki i inne przysmaki. Do tego stopnia aż wszyscy starzy ludzie wyszli z sali kinowej- nie wytrzymali napięcia.

A gdybym chciała ten cały krwisty pierdolnik opisać bezspoilerowo w mojej małej recenzji?

Otóż cały film jest kręcony z jednej perspektywy i przez całą przygodę na Moskiewskie bulwary i poZSSRrowe krajobrazy patrzymy oczyma głównego bohatera, Henrego – cyborga o ponadnaturalnej sile, który już od pierwszych momentów filmu zmuszony jest do ratowania swojej ukochanej żony. Żona to w zasadzie pierwsze wspomnienie Henrego po wybudzeniu z jakiejś nielichej rozróby, w której stracił dłoń i nogę. Kończyny zostały sprytnie spreparowane i przykręcone przez jego blond ukochaną, która musi mieć IQ wyższe niż świnka morska, skoro udało jej się stworzyć takiego potwora.

Oprócz wspomnianych kończyn, naszemu bohaterowi brakuje także syntezatora mowy oraz wszelkich wspomnień. Po pierwszych dziesięciu minutach „życia” do pracowni laboratoryjnej w której powstał, wjeżdża Arkan i jego ludzie. Zły, zły, bardzo zły pan z umiejętnością telekinezy, który na wstępie załatwia kolegów żony Henrego. W ogólnym rozgardiaszu Henry i jego kobieta uciekają z laboratorium w szklanej kapsule, jednak ich radość nie trwa zbyt długo, bo po roztrzaskaniu się o asfaltową ulicę zostają osaczeni przez chłopaków Arkana, a dupeczka Henrego, której zaciekle bronił, pojmana i porwana.

W zasadzie od tego momentu w filmie zaczyna się totalna jazda bez trzymanki przypominająca gry FPS. Henremu udaje się zbiec i w międzyczasie zostaje przechwycony przez niejakiego Jimmy’ego, który okazuje się towarzyszem broni, a w dodatku avatarem , który wielokrotnie ginie, i odradza się pod innymi postaciami, co na początku może nieco zbić z tropu.

Tak więc nie wiemy kim jest Henry i od momentu rozpierduchy w laboratorium w zasadzie do samego końca filmu otrzymujemy o nim coraz więcej informacji, nie wystarczająco jednak, żeby domyśleć się jakie będzie zakończenie. Jedno jest pewne, to nie kolejna amerykańska słodko-cukierkowa produkcja. W tym filmie nie ma miejsca na odpoczynek przy takim zawrotnym tempie akcji. Henry biega po mieście, częstuje każdego napotkanego wroga amunicją i dąży do spotkania oko w oko z Arkanem, w międzyczasie zaprzyjaźniając się z Jimmym. Jeśli jara Cię drogi czytelniku świat Quake’a czy Call Of Duty, lubisz niesztampowe kino z rozbryzgami krwi, totalną napierdalanką, dziwkami, koksem, szczyptą musicalu- ten film zdecydowanie jest dla Ciebie.

Polecam!

Previous Post
178. Fajny związek, czyli jaki?
Next Post
180. Naturalny isotonic.