15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

182. Sex on the beach, czyli jak to porządnie zrobić.

4 komentarze

W zasadzie tytuł powstał tylko po to żeby Was zmylić. Nie będzie o seksie na plaży, ale za to będzie o plażingu i o tym, co może być potrzebne żeby urocze opalanko nie zmieniło się w skwierczący smażing.

Jako, że pierwszy wypad urlopowy mam już za sobą i przywiozłam z niego piękną opaleniznę na gorąco podpowiem co spakować do plażowej torby żebyście nie byli rozczarowani. Zakładam, że opalanko uskuteczniacie w hotelu, który przygotował dla Was leżaki i parasole pod które można się ukryć przed palącym słońcem, bo jeśli nie, to niech będą to dwa numery jeden z listy „absolutny must have”, ja zawsze kiedy nie plażuję w hotelu noszę ze sobą na wszelki wypadek leżak. Z racji tego, że jesteśmy Polakami możemy również wozić ze sobą niesmiertelne parawany, ale nie wiem czy w tym roku będzie to równie modne co w 2015.

Wracając do listy plażowicza:

  1. Plażowa torba- kiedyś kompletnie jej nie doceniałam, a tym razem zupełnie o niej zapomniałam, ale przez to zapomnienie właśnie cierpiałam z jej braku i płakałam cicho pod nosem popijając Malibu z Colą zero. Ma być duża, pojemna, najlepiej pleciona z jakiegoś naturalnego shitu w kolorach ziemi i morza. Ma do niej wchodzić ręcznik, duża woda, cały badziew kosmetyczny do opalania, książka albo dwie, telefon, słuchawki, t-shirt, drugie bikini, błyszczyk i mały Azjata utrzymujący tam porządek i smarujący plecy olejkiem.
  2. Duży ręcznik- przydaje się w każdym wypadku. Do opalania, do wycierania ciała po kąpieli w wodzie, jeśli na plaży czy basenie nie ma leżaków można go sobie spokojnie rozłożyć na piasku czy trawie. Od tych wakacji będę wozić własny, bo hotelowe nie sa tak duże jakby mi się to marzyło. Mniej ciuchów i jeden duży, plażowy recznik. Kolejny raz wzięłam całą walizkę zbędnych rzeczy, następnym razem skupię się na białych t-shirtach, 3 parach szortów, bieliźnie i 2 parach butów (mam nadzieję, że wyjeżdżając następnym razem zahaczę o ten post).
  3. Olejki i kremy do opalania- ja zazwyczaj biorę jedną pięćdziesiątkę i jedną piętnastkę, bądź dziesionę. Pierwszego dnia testuję słońce pod pietnastką, a tam gdzie spiekę się za mocno świechtam na drugi dzień pięćdziesiątką. I voila. Cały ten temat z demonizowaniem słońca mnie śmieszy, nie za bardzo więc się w to angażuję. Tak czy inaczej jeśli macie na opalanko równy tydzień rekomenduję opalać się partiami, każdego dnia inną część i ostatnie dwa dni na całkowite wyrównanie opalenizny. Tym razem zostało mi niestety odbite bikini na biuście i strasznie nad tym ubolewam.
  4. Książka, Gameboy albo prasówka- cokolwiek co zajmie czas. Ja lubię plażować przez cały dzień z przerwami na paszę i na ciągłym rauszu, w końcu od tego są wakacje, poza nimi nie spożywam alkoholu at all, ale plażing bez donoszonych stale drinków z Malibu, czy białego wytrawnego wina uważam za stracony. A w ręku oczywiście książka, w uszach słuchawki z muzyką, tuż obok lazurowe morze i czego chcieć więcej.

books-918521_1920

Należy też pamiętać o tym, żeby w przepastnej torbie plażowej mieć zawsze błyszczyk. Usta pod wpływem wysokiej temperatury lubią wysychać, a jeśli dodatkowo pogodzie pomaga wiatr niosący z morza sól, wtedy świechtanie ust ochronną pomadką obowiązkowe.

Pomiędzy kolejnymi drinkami zawsze pamiętam o wypiciu szklanki wody z limonką- jeden drink, jedna szklanka wody- neutralizuje kaca i pomaga się nie odwodnić. Mierzi mnie ciągłe latanie do toalety, ale jakoś trzeba to z godnością znieść, w końcu na plażę nie założę pieluchomajtek. Ta opcja jest dozwolona dopiero po 70, a do tej mi jeszcze parę lat zostało.

Ostatnie i nie mniej ważne są okulary oraz jakieś nakrycie głowy- turban, czapka, biały t-shirt- cokolwiek co możecie narzucić na głowę kiedy czujecie, że zwoje się przegrzewają. U mnie to uczucie jest permanentne, więć zapobiegawczo trzymam głowę stale pod parasolem bądź białą koszulka. Wracając zaś do okularów, co jakiś czas trzeba je zdjąć podczas opalania, w przeciwnym wypadku ślad po nich zostanie Wam na twarzy na długo po zakończeniu upragnionego, wakacyjnego wypadu. W Grecji mogłam obłowić się RayBan’ami za 3,5 Euro jak zła i zrobić na nich w Polsce fortunę, ale pozostałam wierna moim ukochanym Oliver Peoples, bo jestem już milionerem,a po co być dwa razy. Swoją drogą o okularach pisałam już w tym poście o okularach,markach oraz o tym, dlaczego nie powinniśmy kupować tanich okularów bez filtra. – polecam przeczytać, jak zwykle tam sobie trochę mędrkuję.

Miłego lata!

Previous Post
181. Shake potreningowy.
Next Post
183. Orzechowa owsianka.
  • Emilia von Boska

    “Approve”

    2016-05-16 8:51 GMT+02:00 Disqus :

  • Emilia von Boska

    “Approve”

    W dniu 16 maja 2016 08:19 użytkownik Disqus napisał:

  • Emilia von Boska

    To jest zdecydowanie najlepsza opcja. Pomijajać fakt, że na miejscu tez można kupić wszystko co jest potrzebne…zazwyczaj 😉

  • Emilia von Boska

    Dzięki !