15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

202. Harry Potter- rozrywka dla gimbazy, czy kawałek dobrego fantasy.

0 Comment

Ja i  Harry Potter mieliśmy kilka etapów, ale tak to już pewnie bywa z trudną miłością. Kiedy książki tylko weszły do księgarni z ironicznym uśmiechem pod nosem drwiłam z czytających. Kiedy pochłonęłam pierwszą z nich, z ironicznym uśmiechem pod nosem drwiłam z siebie. Dziś po pochłonięciu wszystkich i obejrzeniu po raz kolejny wszystkich części filmu wiem, że z cała pewnością mogę Wam wszystkim Harry’ego polecić.

Oczywiście w kolejności klasycznej- najpierw książka, później film. Nie raz i nie dwa złamałam daną sobie obietnicę i kolejność tę odwróciłam- późniejsze czytanie książki po obejrzanym filmie, gdzie już reżyser narzucił mi wygląd bohaterów i całej książkowej rzeczywistości było przyjemnością równą jechaniu gołą dupą po nieheblowanej desce.

Wracając do Harry’ego, to nie jest widowisko z tych, w których od razu można zakochać się w głównym bohaterze i później ze stróżka śliny cieknąca z kącika ust śledzić jego dalsze losy, to jak dorasta i się rozwija, mężnieje i robi się bardziej przystojny. Sorry, ale dla mnie Harry to do ostatniego odcinka cherlawy chłystek z pięcioma włoskami na wątłej klacie (nie żeby mnie jarały jakieś zakłaczone dywany, co to to nie). Nie jara nikogo też rudy, pasztetowaty Ron (nie wiem kto wymyślił, żeby w historii był najlepszym przyjacielem Harry’ego, przecież rudzi nie mają znajomych…i duszy). Nie jara kujonowata, przemądrzała Hermiona, choć skłamałabym mówiąc, że wygląda tak do samego końca. Pod koniec opowieści robi się z niej niezła, hot czarownica. Nie jara tez Neville Longbottom z osadem na zębach (czizas, kiedy zobaczyłam go pierwszy raz myślałam, że ten pucołowaty chłopiec nigdy nie prześpi się z żadną laską. O borze jakże się myliłam). To co jara w tej historii to świat pełen magii, magicznych zjawisk, czarownic i czarodziejów. Ale również klasyczna i przerobiona do zarzygania, a jednak wciąż trafiająca do wszystkich walka dobra ze złem, to zawsze dobrze się sprzedaje. Można spokojnie opowiedzieć się za którąś ze stron i obserwować jak się napiżdżają za pomocą magii. Czyż to nie cudowne?

A jeśli jeszcze Was nie przekonałam to tylko wspomnę, że są magiczne różdżki, smoki, eliksiry, latające miotły, feniksy, a po złej stronie mocy bohater, który jest krzyżówką węża i człowieka. Typ nie ma nosa, a ciuchy projektuje mu zapewne sam Robert Kupisz (love czarne kimona). Zawsze bardziej jarały mnie czarne charaktery, a już zwłaszcza czarne charaktery w czarnych szatach. W filmie każda kolejna część jest bardziej mroczna, a zły bohater rośnie w siłę i zdobywa popleczników. Widać to też po logo Warner Bross w rozbiegówce- fajny pomysł. W każdej kolejnej części również można śledzić jak nastolatki grające w pierwszych częściach stają się dorosłe, w przeciwieństwie do „Mody na sukces” na przykład, gdzie główni bohaterowie przez 40 lat trwania serialu wyglądają wciąż tak samo.

Także moi drodzy książka do łapki, albo pierwszy odcinek do laptopa i lecicie z koksem jako i i ja poleciałam. Dlaczego? Otóż dlatego, że potężna dawka magii (poza momentami kiedy akuratnie zamierzacie przyjąć LSD) świetnie urozmaici nudne, środowe popołudnie. Znajdziecie tu ludzkich bohaterów razem z ich ludzkim wyglądem i słabościami, dużą dawkę magicznych pojedynków a wszystko przyprószone kąśliwo- złośliwym poczuciem humoru, jakim tylko bliscy przyjaciele, jakimi są Harry, Ron i Hermiona, potrafią się  dzielić.

A jak nie, to won do komórki pod schodami i żebym Was tu więcej nie widziała.

Avada kedavrrrrra!!!!

harry-potter-1132330_1920

Previous Post
201. Piętnaście naprawdę wkurzających rzeczy.
Next Post
203. Pożegnanie truskawek- kokosowy pudding jaglany.