15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

211. Manicure hybrydowy DIY.

0 Comment

Manicure hybrydowy robiłam sobie namiętnie od lat, nasz romans trwał w najlepsze dopóki mieszkałam w apartamentowcu, w którym zakład kosmetyczny Pani Gabrysi znajdował się na parterze. Poprawki, odpryski, zmiany koloru mogłam robić od ręki, zazwyczaj umawiając się na następny dzień, świątek, piatek i niedziela.

Wszystko zmieniło się w momencie przeprowadzki do Warszawy. Straciłam ukochaną Panią Gabrysię do której mogłam pójść o każdej porze dnia i nocy. Od tego momentu każda poprawka czy zmiana koloru równała się ponad tygodniowemu oczekiwaniu na wizytę, co mnie mega irytowało, bo jakoś średnio lubię chodzić w hybrydzie z odpryskiem czy bez jednego pomalowanego paznokcia. Wypróbowałam kilka różnych salonów, gdzie ceny wahają się w każdym z nich, tak więc czasem można zapłacić za hybrydę 50 zł, a czasem 100 zł, u kosmetyczki w moim apartamentowcu nawet 120 zł, plus zdjęcie starego lakieru to koszt rzędu 10-20 zł. Tak więc po kilku wizytach na które zawsze, ale to zawsze, trzeba czekać postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i kupić zestaw do robienia manicure hybrydowego w domu.

Finalnie zapłaciłam za całość z jednym lakierem i bazą, lampą i wszystkimi niezbędnymi gadżetami około 150 zł. Żaden to pieniądz, a wiadomo, że święty spokój związany z codziennie pięknym manicurem jest bezcenny. I tym oto sposobem od dłuższego czasu świechtam paznokcie sama, tak jak chce, zawsze kiedy potrzebuję i nie muszę na nic czekać. Bo ja do cholery nie cierpię czekać.

Ale do rzeczy. To co będzie Wam niezbędne to:

  • pilnik gruboziarnisty i klasyczny do nadania kształtu paznokciom- w zasadzie każda z nas ma w domu pilniki, cążki do paznokci i skórek, tak więc specjalne zakupy w tym przypadku nie są konieczne. Ja matowię płytkę paznokciową normalnym pilnikiem gruboziarnistym.
  • patyczki różane, bądź metalowe kopytko- niezbędne do odsunięcia skórek jak również zdejmowania hybrydy.
  • płatki bezpyłowe- kosztują grosze i są mega przydatne, więc warto o nich nie zapominać.
  • cleaner- odtłuszcza płytkę paznokciową i śmierdzi klasycznym spirytem, więc jeśli akurat handlujecie spirytusem nie musicie go nabywać, a jeśli nie, jest absolutnym must have. Inaczej lakier nie będzie się trzymał płytki paznokciowej.
  • baza i top– tu są dwie szkoły, jedni kupują bazę i top oddzielnie, jednak ja z postanowiłam zaryzykować i kupić bazę i top w jednym. Nie widzę różnicy w trwałości hybrydy, więc nie zamierzam przepłacać za wymysły marketingowe.
  • lakier- tutaj oczywiście musiałam poślizgnąć się na niechęci do przepłacania. Otóż kiedy rozmawiałam z koleżankami, które robiły hybrydę w domu z ich wypowiedzi wysnułam wniosek, że najważniejsza rzecz to top z bazą, a lakier można sobie położyć jakikolwiek. Na pierwszy rzut wjechał lakier Semilac’a, z którego jestem mega zadowolona. Później w odmętach internetu znalazłam lakiery hybrydowe za 6,99 i tak się podjarałam, że wzięłam od razu 3. Niestety okazały się totalnym shitem, przede wszystkim dlatego, że żeby pokryć płytkę kolorem musiałam ją świechtać minimum 3 razy, wskutek czego na paznokciu powstawała niezła pajda. Dramat, nie róbcie tego w domu moje misie. Wniosek z tego taki, że produkty do malowania trzeba kupować markowe, i nie mam tu na myśli, że od Marka.
  • lampa UV- kupiłam totalnie mały pizdryk- mostek, taki, który mogę schować do kosmetyczki i w zasadzie może być, jednak nie jestem w stanie zrobić nim całości dłoni, kciuki muszę robić oddzielnie, co niektórych mogłoby wkurzać. Osobom o słabych nerwach polecam taką lampę gdzie można włożyć cała dłoń, po co macie się denerwować?
  • aceton- do zdejmowania hybrydy. Można się tu też pokusić o zakup klipsików na paznokcie, takich utrzymujących na nich płatki z acetonem, ja nabyłam, ale rzadko używam. Może dlatego, że jak już przychodzi moment zdejmowania hybrydy udaje mi się przy dobrym serialu zdjąć ją całymi płatami. Prawda jest taka, że zdejmowanie jest mega wkurwiające- nie cierpię tego robić. Akcja jest czasochłonna i polega na nadpiłowaniu wierzchniej warstwy hybrydy, a następnie na nałożeniu płatka kosmetycznego nasączonego acetonem i albo posiłkujemy się zakupionymi klipsikami, albo owijamy tenże płatek folią aluminiową ciasno przy paznokciu i siedzimy tak przez około 20 minut. Po tym czasie zdejmujemy te ufo ozdoby i zeskrobujemy lakier patyczkiem różanym, choć osobiście polecam metalowe kopytko.

Jeśli już uda Wam się zamówić te wszystkie bajery i zechcecie zabrać się za malowanko oto moje tipy:

  • maluj paznokcie w świetle dnia- pomimo mega dobrego oświetlenia w mieszkaniu nie próbuję robić tego wieczorami bo wychodzą babole.
  • całość krok po kroku to nadanie paznokciom kształtu i ogarnięcie skórek, zmatowienie płytki paznokciowej- ma być szorstka (nie szorujcie jej do żywego mięsa, ale też nie ma co jej żałować). Ma być szorstka, żeby baza mogła się na niej porządnie osadzić. Kolejny krok to cleaner, przecieram płytkę płatkiem bezpyłowym nasączonym tym spirytem porządnie i przy skórkach. Ma być porządnie, inaczej lakier zejdzie Wam z paznokci za dwa dni. Później baza z topem, 2 minuty pod lampą, lakier, 2 minuty pod lampą i kolejny raz baza z topem i lampa po raz ostatni. Kolejne porządne przetarcie cleanerem i hybra gotowa, proste c’nie?
  • może i proste, ale bardzo łatwo nałożyć na start za dużo wszystkiego. Oczywiście ja tak zrobiłam, bezbarwna baza wypłynęła na skórki, utwardziła się (podczas utwardzania na skórkach nieźle piecze, przysięgam) i następnego dnia mogłam zdjąć cały lakier z paznokcia bez żadnego problemu. Tak więc cienka warstwa i nie na skórki i wał przypaznokciowy drogie misie.
  • kiedy robiłam hybrydę pierwszy raz, nigdzie nie wyczytałam i nikt mi nie powiedział, że aż do końca, czyli do ostatniego utwardzania całość będzie mokra. Nie dotykajcie lakieru łapskami tak jak ja, żeby sprawdzić czy wysechł, bo hybryda nie schnie jak normalny lakier, nadmiar na samym końcu usuwamy cleanerem. Tak więc pierwszy raz trzymałam paznokcie pod lampą przez pół godziny przeklinając na czym świat stoi, po czym napisałam do doświadczonej koleżanki, która uświadomiła mi, że to zupełnie normalne.
  • co jeszcze mogę Wam powiedzieć? O ile klasyczne malowanie wychodzi mi idealnie, tak już robienie wzorków na paznokciach to pieprzone piekło, także nie próbujcie, ja spróbowałam i efekt przeszedł moje najśmielsze czarne scenariusze.

14264229_905159612961720_3467701017021022249_n

Niezły bebol co?!

Previous Post
210. Jason Bourne, Suicide Squad i Sausage Party czyli sierpniowy przegląd kinowy.
Next Post
212. A nie lepiej z fasoli?