15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

219. Jak po długich miesiącach nic nie robienia, wrócić do wysiłku fizycznego, i nie zwariować?

3 komentarze

Jak wrócić do wysiłku i nie zwariować? Słodki Jezu, nie mam pojęcia, bo ja już dawno zwariowałam.

Prawdą jednak jest fakt, że przez ostatnie pół roku moje wizyty na siłowni miały charakter mało gorącego romansu. Właziłam na siłownię z braku laku lub kiedy ktoś mnie tam zaciągnął, totalnie bez serca i uczucia. Poza tym jak już wspomniałam, nie grzeszę ostatnio czasem wolnym. Jednakże ostatnio od ciągłego siedzenia przed komputerem oraz dużej ilości nauki mój mózg zaczął się lasować, a dupa i plecy powiedziały: „Heloł stara! Dość!”.

Staram się słuchać swojego organizmu i kiedy decyzja do powrotu na siłownię dojrzała w mojej głowie totalnie, zakupiłam stosowny karnet, a wydarzyło się to właśnie przedwczoraj.

To jest strzał w dychę, bo po pierwsze na siłowni daję odpocząć głowie, a po drugie po pierwszym treningu bolą mnie barki i uda, zamiast dupy i pleców, więc win-win.

Wracając zaś do samej wizyty trzeba pamiętać o kilku podstawowych zasadach i rzeczach, które należy ze sobą wziąć. Ja dziś kilku zapomniałam, dzięki czemu mój stan wiedzy podczas ćwiczeń błyskawicznie się odświeżył. Tak więc o torby na siłownie wrzućcie moi kochani po pierwsze i najważniejsze:

  • notesik treningowy- wiecie, ten mały zeszyt w którym jest napisane co będziecie robić na siłowni. Ja dziś zapomniałam, ale przed chwilą rozpisałam sobie ciężar i powtórzenia etc. Planowałam zrobić obwodowy, ale powtórzeń i przede wszystkim obciążenia początkowego nie miałam w głowie at all, przez co trochę improwizowałam, a trochę płakałam w środku, w Emci, kiedy okazywało się, że elo, ale nie zrobię 3 serii po 12 pompek tak jak przed przerwą, i o nie, nie, nie, nie ma szans na zrobienie przysiadów z 40 kg na plecach. Trochę smutłam, ale nie ma to tamto, każdy dzień przynosi nowe możliwości i przede mną dużo „ciężkiej” pracy na siłce.
  • buciszcza na zmianę- no chyba nie chcecie ćwiczyć w ugg’ach czy kaloszach. Buciszcza na siłownię to jest generalnie ciężki temat. Inne do biegania, inne do ciężarów, inne na fitnessy. Kiedyś myślałam, że miękkie do biegania dadzą radę ogarnąć cały ten siłowniowy ambaras, ale nie, są zdecydowanie za miękkie, stopa leci do przodu i jest niestabilnie, znowu w butach do ciężarów lepiej nie biegać, o ile nie chcemy nabawić się kontuzji. Sami więc widzicie, że odpowiedni plan treningowy to podstawa, żeby zabrać ze sobą na siłownię odpowiednie gadżety.
  • odpowiednie ciuchy- lekkie, przewiewne, nie krępujące ruchów. Plus gotowe do zapocenia, czasem również do pobrudzenia, kiedy maszyny czy ciężary są brudne, bo na siłowni bywa różnie. Nie ubierajcie się za ciepło, bo się zapocicie jak szczury. No i dla dziewczyn porządny sportowy stanik to podstawa, rzadko można taki upolować, większość jest beznadziejnie miękka i służy raczej do dekoracji niż rzeczywistego trzymania biustu, a sorry, ale przy mojej miseczce E jest co trzymać. Kiedy biegnąc na bieżni podbijam sobie oczy nie jestem specjalnie zadowolona. Krótkie spodenki są ok, ale ważne żeby mieć na sobie porządne szorty, albo getry pod spodenkami, tak żeby przypadkiem nie wypalić męskiej części siłowni oczu niecodziennymi widokami swoich podrobów, zwłaszcza jeśli lubicie ćwiczyć odwodziciele 😉 Ja osobiście najbardziej kocham legginsy, podkreślają idealnie wraz z bezlitosnym światłem jarzeniówek na siłowni to, co tak długo starałam się ukryć. Motywuje mnie to do wytężonego wysiłku kiedy moja dupa zamiast jabłka przypomina budyń.
  • kołczan prawilności- czyli saszetka na telefon. Włączasz muzykę, zakładasz słuchawki, wkładasz telefon do kołczanu i możesz biec, albo robić przysiady. Niebezpiecznie jest zostawiać telefon przy maszynach na siłowni i niewygodnie go nosić w dłoni, zwłaszcza brudnej, spoconej dłoni w rękawiczce. To straszny syf kiedy taką spoconą dłonią dotykasz wyświetlacza, a później ten wyświetlacz dotyka twarzy, a później nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, pojawia się na niej milion wyprysków.
  • woda- trzeba o niej pamiętać jeśli chce się pić taką, jaką się lubi. Można też nie pamiętać jeśli lubi się trzykrotnie przepłacać za daną rzecz. Ja czasem pamiętam, a czasem nie pamiętam. Żeby bardziej pamiętać kupiłam sobie kolorowy bidon, zobaczymy czy to poprawi mi pamięć, mam nadzieje, że tak.
  • bajery- nie są konieczne do tego, żeby ćwiczyć, ale fajnie je ze sobą mieć. Gym boss do mierzenia czasu, skakanka do rozgrzewki, rękawiczki- żeby zapobiec odciskom, ręcznik na siłownię, żeby mieć co położyć pod głowę na ławeczce, bądź wytrzeć oszronione potem czoło. Nie wiem jak Was, ale mnie motywują gadżety siłowniowe i lubię je mieć przy sobie. Należę do tych osób, które najpierw kupują masę stuffu, a dopiero później zaczynają ćwiczyć. Może się to wydać nieco głupie, ale ja lubię to robić, motywuje mnie to, a poza tym robię to „bo mogę”.

A Wy bez czego nie wyobrażacie sobie treningu?

Previous Post
218. Chandryczysz się jesienią? Bo ja strasznie!
Next Post
220. Pieczona dynia.
  • Od chwili, gdy zrobiło mi się coś z kręgosłupem przestałam biegać, mega mi brakuje wysiłku, czuję się kluska.

    • Emilia von Boska

      Co zrobiłaś z plecami? To choroba od lodów?

      • hahaha
        o kurwa.

        no od dźwigania wieśniaku.
        taszczę dzieci i siebie na 4 piętro codziennie pierdyliard razy i stało się!
        od 3 miesiecy chodze na rehabilitacje.