15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

94. Targ śniadaniowy.

0 Comment

Lubie stałe punkty w moim życiu, małe tradycje, powtarzalne wydarzenia. To wszystko tworzy mi mapę działania, pozwala planować dni. Taką mała tradycją stał się dla mnie niedzielny targ śniadaniowy.

Lubimy z Jakubem co niedzielę, jak stare dobre małżeństwo, za rękę przydreptać na targowisko. Wziąć kocyk za darmoszkę. Przejść się po placyku, zobaczyć kto wystawia jedzenie. A finalnie i tak opieprzyć hummus i śródziemnomorskie smakołyki zakupiony u pulchnej ekspedientki. Za każdym razem kończymy z dwiema odmianami hummusu, suszonymi pomidorami i mnóstwem dziwacznie przyprawionych oliwek. A do tego pita z gęstego i ciężkiego ciasta, prawdziwego, a nie dmuchanego gówna o wadze piórkowej, które kupuje się w sklepie.

A na deser wegańskie lodziki od starszej babeczki. W ostatnią niedzielę smak miętowych powalił na kolana.

Ma to swój urok, to leżenie na trawie, powolna konsumpcja, obserwowanie ludzi, wszędobylskie pieseły i te małe wrzeszczące skurwysyny, jak im tam? Aha, dzieci. Dopóki nie próbują zabierać mi lodów jakoś mogę je znieść. Słoneczko opalające nogi, wylegiwanie się pośród drzew w okularach przeciwsłonecznych szorcikach i bez butów.

oil-416085_1280

Fajne to wszystko, będę tęsknić jak lato się skończy.

By the way, zawsze trafi się jakiś zakompleksiony pierdolec, któremu i taka inicjatywa przeszkadza:

Targi śniadaniowe czy targowisko próżności?

Ktoś tu musi zmienić pracę i wziąć kredyt. Nie wszystko jest dla wszystkich, socjalizm to utopia. Jedni stołują się w Macu i to dla nich szczyt luksusu, a inni na targu śniadaniowym. I niech tak zostanie.

Previous Post
93. Grillczyk weekendowy.
Next Post
95. Tofu twarożek.