15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

50. Co jest do cholery z tym Sobieskim?

0 Comment

Nikt, nikt na świecie nie zmusiłby mnie do powrotu do czasów dzieciństwa.

Do czasów, kiedy rodzice chcąc mieć święty spokój sadzali mnie na nocniku, włączali bajki i potrafiłam tak przesiedzieć dwie godziny.

Do czasów, kiedy tata stawiał na stole obiad z warzywami, których nienawidziłam ze słowami „ma być zjedzone”- płakałam i jadłam.

Do czasów, kiedy wbrew własnej woli musiałam chodzić do zerówki i wstawać rano, a mama zawsze czesała mnie w kucyk i zakładała kokardę większą niż mój łeb.

Do czasów, w których urodziła się moja siostra rozpieprzając mi zupełnie hierarchię rodzinną, wpieprzając się gdzieś pomiędzy mnie a rodziców, przez co musiałam uciec do babci na pół roku. Przez ten czas nie utrzymywałam z rodzicami kontaktu, a gdzieś w głębi duszy martwiłam się, czy ten mały łysy potwór rodziców nie bawi się przypadkiem moimi zabawkami.

Do czasów, w których tata podczas pobytu mamy w szpitalu zakładał mi różowe sztruksy, różowy sweter i robił fryzurę na cebulę z wielobarwnych frotek, przez co czułam się jak ostatnia pizda. Nie kumał, że chciałam wyglądać jak laska śpiewająca „All that she wants” z Ace of Base.

Do czasów, w których nie było niczego w zwykłych stacjonarnych sklepach, a za każdą pierdołą trzeba było stać w kolejce. Do czasów, w których na podłogach leżało linoleum, w łazience terakota, na ścianach boazeria i kasetony na suficie. Do czasów mieszkania w asbestowych blokach. Do czasów wychodzenia pod klatkę, spotykania się z przygłupimi rówieśnikami taplającymi się w kałużach, do czasów gry w ciegiełki pod blokiem.

No dobra, to akurat było całkiem fajne. Dobrze, że podczas chowania się po piwnicach nie dorwał nas żaden Trynkiewicz.

To nie jest tak, że w czasach dzieciństwa wszystko było przejebane, były tez rzeczy i momenty, które wspominam z rozrzewnieniem, np:

Artura i Mateusza, którzy codziennie przychodzili po mnie do zerówki i dzielnie popierdalali z moimi kapciami i kuferkiem. Dzięki nim dowiedziałam się do czego służą mężczyźni.

Jajecznice wpieprzaną z świętej pamięci dziadkiem, który nienawidził dzieci, a ja byłam jedynym, które tolerował. Z anielską cierpliwością znosił wszystkie moje pokazy tańca, które napierdalałam kiedy oglądał telewizję, skutecznie rozpieprzając jego święty spokój.

Czas spędzany z babcią, bez zmartwień i trosk. Zawsze traktowała mnie jak księżniczkę, może dlatego teraz jestem takim pojebanym megalomanem myślącym, że wszystko mi wolno. W złotych sanadałach od babci spałam przez tydzień nie pozwalając ich zdjąc nawet na noc, a w złotej „zakręcanej spódnicy” robiłam takie pokazy kankana, że każdy pedofil miałby mokro.

Kiedy myślę o dzieciństwie wspominam też wizyty wujka z Czechosłowacji, przywożącego kosmiczne ilości Lentilków, które smakowały jak pieprzone niebo. Cukierki Bon Pari, czekolady studenckie z galaretką i bakaliami i nieśmiertelne ćwiczki, w których laski popierdalaja po dziś dzień. Co prawda nie w tych, które przywoził mój wujek… ale zawsze.

Pamiętam wyjazdy z mamą i tatą do Pewexu do Lublina po oryginalne ciuchy, bo gówna nigdy nie nosiłam. Tata wypieprzał całe hajsy na moje jeansowe spodnie adidasa, maskotki od Walt’a Disney’a i spodnie Rifle Jeans. A ja jako najbardziej przejebany bachor na świecie nie chciałam ich nosić.

Ale ani jako dziecko, ani jako dorosły nie mogłam ogarnąć, co za dewiant osrał tęczą hotel Sobieski. Kto, kto mógł to zrobic i za co?! Przecież to koszmar architektoniczny na skalę światową w samym sercu Warszawy. Najgorszemu wrogowi nie życzyłabym takiego wyglądu. Nic nie może wyglądać aż tak źle – nawet moje koleżanki na afterach wyglądają lepiej, a wiadomo, że to niemożliwe.

Ludzie, uratujcie ten Sobieski !

Bo mi smutno jak na niego patrzę.

 

fot.warszawa.wyborcza.pl

Previous Post
49. Muffiny z makiem i ziarnami dyni.
Next Post
51. Kaskrut- nic dodać, nic ująć- Warszawa