15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

51. Kaskrut- nic dodać, nic ująć- Warszawa

0 Comment

Kolejny punkt na kulinarnej mapie Warszawy, którego tym razem nie wybrałam sama, to Kaskrut.

Jaram się, że mój partner ma tak dobry gust, bo pewnie jeszcze długo bym w Kaskrucie nie zawitała, a szkoda by było. Miejsce to polecić Wam mogę z całego serca, którego nie mam.

Wystrój bardzo prosty, loftowy, minimalistyczny i nieco surowy, czyli tak jak lubię. Lubię również duże przestrzenie, jak u Mateusza Gesslera w Warszawie Wschodniej, ale tego niestety w Kaskrucie nie uświadczycie. Miejsca jest mega mało, a stoliki są mikroskopijne, jednakże tak czy inaczej warto dać szansę restauracji ze względu na po pierwsze, walory smakowe, a po drugie na różnorodność serwowanych dań – w Kaskrucie naje się i mięsożerca i weganin, co często jest obiektem sporu podczas wyboru restauracji, do której chcemy iść z przyjaciółmi, którzy namiętnie wpierdalaja padlinę czekając na raka jelita grubego (pysznie!).

Menu wegańskie kosztuje 49 zł i składa się z setu zawierającego dwie przystawki, danie główne i deser.

Na pierwszy ogień wjechała raw sałatka: spaghetti z cukinii z olejem sezamowym, sezamem, papryczką chilli wykończona sokiem z limonki. Zajebiste połączenie, na pewno powtórzę w domu i zaserwuję przyjaciołom których nie mam, na kolejnej kolacji, której nie będzie. Muszę jedynie nabyć zwariowane urządzenie robiące paseczki z cukinii.

11215958_10205937116780330_745733540_n

Kolejny rzut to botwinka z orzechami włoskimi i blanszowaną cebulą z puree z buraka i liśćmi musztardowca. Osoba dekorująca dania robi tam konkretną robotę, bo wszystko wygląda tak, że je się to oczami. Podjarałam się max liśćmi musztardowca, ale specjalnego smaku to one nie mają, za to wyglądają fajnie.

Danie główne to puree z zielonego groszku z roladkami z cukinii i ogórka, w towarzystwie swieżego green peas’u i blanszowanej w winie (tak mi się przynajmniej wydaje) czerwonej cebuli, z nieśmiertelnymi liśćmi musztardowca ofkorz. Proste i pyszne, w tym miejscu znowu pokuszę się o zrobienie tego dania w domowym zaciszu.

11210379_10205937117380345_460387489_n

Jak widać na załączonym obrazku, dziabnęłam zanim zrobiłam zdjęcie, bo czasem po prostu nie da się powstrzymać chęci i nawet życie celebrity blogera nie wygrywa z instynktem drapieżnika roślinnego.

Ale cały system rozjebał deser, noooo kuuuurwa, dawno nie jadłam niczego tak prostacko prostackiego, a jednocześnie połączonego w smak idealny. Lody lawendowe na bazie mleka kokosowego, czekoladowe crumble i truskawki. Słodki jezu w morelach – to był kulinarny orgazm.

11257657_10205937117500348_1000062233_n

Karta win zachęca klasycznymi pozycjami – jest w czym wybierać, także nawet taka stara pizdowata maruda jak ja znajdzie coś dla siebie.

Nie wiem czy duży samiec się tym wszystkim najada, ale who kurwa cares !?

Nie podobała mi się jedynie obsługa. Kelnerka mało dyskretna, przerywająca konwersację i nie pilnująca czy nie skończyło się wino, ale może dopiero się uczy. Poza tym w rankingu restauracji w których można wegańsko zjeść stawiam Kaskrut tuż za Ambasadą. Polecam so much.

http://kaskrut.com/

https://www.facebook.com/dwichlab

Adres: Poznańska 5, Warszawa
Previous Post
50. Co jest do cholery z tym Sobieskim?
Next Post
52. Inspiracje.