15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

27. Aż do śmierci, najlepiej twojej.

3 komentarze

Ostatnio spotkana przypadkiem w supermarkecie mama, dawno nie widzianej przyjaciółki z podstawówki, na „dzień dobry”, bez ceregieli zapytała:

– „Dzień dobry Emilka, co u ciebie? wyszłaś za mąż?”

– „Yyyy, nieee, nie zamierzam. Robię karierę.”

– „Jak to tak?! Nawet moja Kaśka wyszła za mąż!”

No jeśli „nawet” jej Kaśka. No jesli ktoś chciał tego potwora, z krzywymi nogami, i małym rozumkiem, to już naprawdę widać jestem wymierającym gatunkiem. No jeśli „jej Kaśkę” ktoś chciał to musi być ze mną coś mocno nie tak. Po rozmowie zaczęłam w popłochu szukać kandydata wśród znajomych na facebooku.

Dialog mnie rozśmieszył, ale też uzmysłowił, jak duża jest presja społeczna na pewne zachowania, zwłaszcza w małych miejscowościach. Praca, ślub, bachor, to chyba wszystko na co stać kobietę. To ja już wolę pracuj, kupuj, żryj, umieraj. Co to za pytanie z kosmosu? To chyba raczej moja prywatna sprawa, czy wyszłam za mąż, czy nie? Co to kogo obchodzi?

To takie normalne, ze osobę nie widzianą przez lata, pyta się czy wyszła za mąż, czy się z kimś spotyka? A seks? Jak tam seks? A z kim? Ile razy w tygodniu? A mastrurbacja, co z masturbacją? A wypróżnienia? Jak tam, regularne? Jakieś problemy zdrowotne? A stan uzębienia jak tam? Dobrze wszystko? Do ginekologa chodzisz? Nie masz hemeroidów? Jak z wenerami?

Serious shit?!

Nie mamo Kaśki, żeby z kimś być nie potrzebuję papieru. Szczęścia w moim związku nie zapewni świstek wydany przez kogoś, kto nigdy nie był w związku, w imię kogoś, kto nie istnieje, na mocy książki w dwóch tomach, którą napisał nie wiadomo kto, a wszystko jest literacką fikcją. A ja tu dzisiaj pisze swoją biblię, kto wie co się z nią stanie po latach, w postnuklearnej przyszłości.

I nie mamo Kaśki, do szczęścia nie potrzebna mi biała suknia lalki Barbie, i wypieprzenie całego hajsu moich rodziców, albo mojego, na jedną imprezę z dalszą rodziną, której nawet nie znam. Kurwa ! To byłaby najgorsza impreza na jakiej byłam. Ja nawet z ciotkami nie piję.

I nie jest szczytem moich marzeń nosić obrączkę, bawić się w dom, prać komuś gacie, i rodzić bachory. Nie, nie, nie, jestem od tego bardzo daleka. Zupełnie inaczej widzę związek, mam swoją wizję, i to nie jest wizja narzucana społecznie. Cenie sobie swoja przestrzeń, swoją prywatność, swój luz, swoją karierę, swoje podróże, swoje znajomości, mój świat którego nie muszę z nikim dzielić. Mogę to robić, jeśli chcę, ale nikt mnie do tego nie zmusi, nie jestem żadnym „jednym w oczach boga”. Nie ma na tym świecie takiej siły, która sprawiłaby, że miałabym ochotę urodzić dziecko, skuć się w okowy „związku na całe życie i dzielenia przyszłości aż po grób”- bo tak wypada, bo co ludzie powiedzą, bo „jak to tak”.

A ja nie chcę, a ja dziękuję bardzo.

 

Previous Post
26. Kilka metod antykoncepcyjnych.
Next Post
28. Holywater, devilwater.
  • K.B.

    – Emilio 😀 posłuchaj…. cyk, cyk zegar tyka 😀

    • Czy to zegar mojej wiecznej samotności?!
      Mojej niespełnionej miłości?!

      • K.B

        To fizjologia:)