15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

33. Jak polubić PKP.

0 Comment

Od kiedy pamiętam, nienawidziłam jeździć pociągami.

Ale wczoraj, w ten dzień końca obżarstwa, dzień końca leżenia do góry dupą, dzień końca nudzenia o życiu, przy rodzinnym stole, dzień końca popołudniowych drzemek, wmuszania we mnie „normalnego jedzenia” dla „normalnych ludzi”, mając w perspektywie powrót z przyjacielem w jedynym samochodzie z kotem, i Orzechem, który kotów nienawidzi. Powrót samolotem, w którym Orzech musiałby jechać w klatce kennelowej, w luku bagażowym. Powrót z przyjacielem, który właśnie odebrał z salonu samochód, i ważne żeby pies nie zostawił kłaków. I powrót z najlepszym przyjacielem, którego nie widziałam lata całe, pociągiem. Wybrałam to ostatnie.

I właśnie wczoraj, jadąc pierwszą klasą, gawędząc o dupie Maryny, uświadomiłam sobie, że pociągi jednak takie złe nie są, chyba, że:
Uwali się obok Was spocony grubas. Sapiący i mlaszczący, wyciągający wciąż niezliczoną ilość, śmierdzących na cały przedział, kanapek z kiełbasą. Przez cała drogę można dotykać jego fałdy łokciem, trzymając ręce na podłokietniku. Ogólny, wyczuwalny swąd potu i kiełby, ciamkanie przy jedzeniu, szelest woreczków foliowych, i uczucie obrzydzenia trwające przez całą drogę. Litości. Kiedy zaśnie charczy i chrapie, oczywiście łeb opada mu na Wasze ramię, lub kolana. Łeb ważący 70 kg. Dziękuję, pozdrawiam.
Do przedziału wsiądzie dwóch ziomeczków, już od wejścia tankujących wódę. Przy pierwszych 50 km głośno obgadują swoje zdobycze seksualne, życie na dzielni, kto komu wpierdolił, kto aktualnie diluje, kto poszedł siedzieć, kto, z kim sypia. Po kolejnych 50 km zagajają do współpodróżników, proponują wspólne chlanie, pada nieśmiertelne „ze mną się nie napijesz!?” stają się głośni, męczący, i nachalni. Przy 150 kilometrze zaczynają głośno śpiewać stadionowe hymny, i wyrywać wszystko, co się rusza w zasięgu 10 m. Łażą po wagonie, potykając się o swoje nogi, rozlewają alko, i są tak wkurwiający, że można by uciąć im łeb.
Siedzi obok Was wyniosła dama, z miną, jakby przed chwilą opierdoliła na surowo trzy cytryny, ostentacyjnie wzdychająca, głośno komentująca jak jest gorąco albo za zimno, jaki w pociągu jest syf, jak jej wszystko przeszkadza, jak jest niewygodnie, jakie chujowe te koleje, jakie nieogarnięte, jaki pojebany konduktor i ogólnie, jaki dramat- i to jestem ja.
Do Waszego przedziału wsiadają rodzice, z trójką dzieci. Małe szatany są grzeczne przez jakieś 20 km, później zaczyna się istne piekło: pić, jeść, srać, sikać, a to na spacer, a to włażą starym na łeb, na kolana, a to chipsy, kruszą żarciem, ciastka, soczek, cukierka. Obowiązkowo zaczepiają waszego psa, Was, i każdego w zasięgu wzroku, przed kim można się popisać. Piszczą, głośno gadają, próbują zwrócić na siebie uwagę, katują rodziców, i wszystkich wokoło. A to daj tablet, a to weź na ręce, a to czytaj książkę, a to jedno chce spać, drugie nie chce spać. Przy trójce dzieci można dostać schizofrenii. Serio, nie mam dzieci, ale wiem.
Podróżny wsiada, od razu siada na najbliższym miejscu obok Was, i zaczyna napierdalać od bladego świtu. Startuje od pogody, później pyta o cel podróży, prace, samochód, dzieci, zarobki, rozmiar buta, długość fiuta. Kiedy niechętnie odpowiadasz raczy Cię historia własnego życia, opowiada zabawne anegdoty, historie z przeszłości, wciąż okraszając wszystko nieśmiertelnym „to były czasy”. Z uśmiechem na ustach wpieprza Ci do głowy swoja papkę, która Cię notabene chuj obchodzi, ryje beret zmuszając do sztucznej konwersacji, a później zostawia jak wydymaną prostytutkę, nawet nie płacąc.

Aha, i jeszcze te metalowe schodki mnie wkurwiają, zawsze się boję, że się spieprze, a przecież jestem kotem.

A Pan Orzech kocha pociągi, on po prostu kocha. Mój malutki podróżnik.

Previous Post
32. Dlaczego kiedyś uszczęśliwisz trzy koty II.
Next Post
34. Jak się nie wkurwiać, krótki poradnik o uśmiechaniu.