15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

25. Vege Miasto- Warszawa.

0 Comment

Na kolację, i środowy wieczór rozpusty wybrałam tym razem Vege Miasto, i w dzisiejszym odcinku właśnie im dostanie się po łapach, ale nie mocno, a powodów, jak zwykle, jest kilka.

W każdą środę przez cały dzień obcinam sobie kaloryczność posiłków, żeby wieczorową porą dorwać się do koryta, i wjechać jak świnia w obiery (może to nie najlepsze porównanie, ale na ten ryj nic nie poradzę- jeszcze. Jak tylko zostanę celebrities, od razu przeszczep twarzy, promes.) Może to i średnio dobry pomysł, bo głodna jestem mniej wybredna, za to z drugiej strony recenzje byłyby bardziej pochlebne gdyby rzeczywiście tak było, a jest, jak jest.

Swoją drogą będę robić ranking, bo anarchia się wkrada, w końcu to już trzecia recenzja, a za kilka dni czwarta. Ilość rozpieprza system, a ja lubię porządek.

Po wejściu kolejny raz smród spalonego tłuszczu, nie tak mega dominujący jak w Veg Deli, ale wyczuwalny, co od razu mnie wkurwiło, bo przed wyjściem myłam włosy, i wiedziałam, że po tej wizycie będę musiała operację powtórzyć. No i ciuchy, one tez zaczynaja jebać po kilkunastu minutach. Dramat śmierdzieć frytką.

Przeszło mi w sekunde jak zobaczyłam witryne z wegańskimi ciastami, i woda kokosową, ale o tym za moment.

Lokal w środku bardzo przyjemny, przytulne wnętrze, poduchy, dużo drewna, bardzo domowo.

Towarzystwo mieszane, to zapewne za sprawą lokalizacji, bo lokal usytuowany w centrum. Jeden wielki stół zajmowali goście 65+, co rzadko się zdarza w wegańskich restauracjach. I jeden wielki stół malżeństwa z dziećmi, od których pisków rozpieprzało mi czachę. Dzieci, nie małżeństw; małżeństw by mnie bawiły, zwłaszcza piski podczas rekoczynów i kłótni, w restauracji podczas kolacji. Tak, to mogłoby byc zabawne.

Anyway, karta dość skąpa, co akurat dobrze świadczy o restauracji, bo dania dopracowane i świeże,a nie zalegające w odmętach zamrażarek dziwne pozycje z karty. Zamówiliśmy gryczanki, cudaki, i ciasto orzechowe.

Gryczanki- placuszki gryczane z farszem warzywnym z pomidorowo- pomarańczowym sosem.

Bardzo dobre, wyczuwalna nuta mleka kokosowego, wręcz dominująca.

Cudak- ziemniaki nadziewane farszem z nerkowców, tofu i migdałów, zapiekane z tempehem i sosem orzechowo- serowym. Całkiem fajne, ale po zjedzeniu jednego całe danie zaczyna być mdłe, i bez wyrazu. Gdzieś tam przewijająca się nuta mięty robi robotę, ale ilość stanowczo zbyt mała.

I jednemu, i drugiemu daniu brakuje wykończenia, jakiejś lekkiej nutki pikancizny, jakiegoś ostatniego smaku, jakiejś kropki na „i”.

Surówki do dań podawane w mini słoiczkach dla krasnala. Kurwa, czy ja wyglądam na krasnala?!

Za to ciasto drama. Wyglądały obłednie, chciałam zamówić wszystkie z witryny, i kusiła mnie szarlotka, która pewnie była pyszna, bo nie ma tam co spieprzyć. Natomiast orzechowy pie ciężkie, słodkie, z dużą ilością twardej gorzkiej czekolady, z gęstą ciężką bazą. Całość tłusta, kremowa i lepka. Nie skończyliśmy, nie mięliśmy gastro.

Pomimo to wrócę jeszcze kiedyś na kolację, mając nadzieje, że już  nie bedzie śmierdzić tłuszczem.

Podsumowując, pomysł jest, smak jest, ciasta są, ale lepiej je oglądać niż jeść, no i śmierdzi tłuszcz.

Swoją drogą marzę, żeby w wegańskiej restauracji obsługiwał mnie wyszkolony kelner, a nie ziomale mówiący mi wciąż per TY. Mam tunele, tatuaże, wygolony łeb, i może wyglądam jak pojeb, ale nie jestem TWOIM ZIOMECZKIEM. Ty też możesz wyglądac jak pojeb etc. a dodatkowo być profesjonalistą w pracy.

I tyle. Albo aż tyle.

Previous Post
24. Insomnia, late night, oczy szeroko zamknięte.
Next Post
26. Kilka metod antykoncepcyjnych.