15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

42. Horrory, przez które do dziś śpię przy włączonej lampce.

6 komentarzy

Od zawsze byłam pizdeczką jeśli chodzi o horrory, od kiedy pamiętam bałam się po nich spać, iść w nocy siku, a najbardziej bałam się wejść do ciemnej klatki w środku nocy. Nic nie było straszniejsze, niż drzwi do piwnicy, za którymi mogło czaić się wszystko.

Dziś jestem już duża, i wiem, że horrory nie są dla mnie. Kiedyś tego nie wiedziałam, przez co dziś jestem jaka jestem, zupełnie jak Michał Wiśniewski, tylko kolczyki wyjęłam. Cały szkopuł tkwił w tym, że jako czteroletnie dziecko nauczyłam się sama czytać, i podczas kiedy moi rówieśnicy dławili się połknięta główką ludzika Lego, siedząc na nocniku, ja przerabiałam „Kochanka wielkiej niedźwiedzicy” z biblioteczki ojca. Przerobiłam wszystkie jego książki, całą prenumeratę Fantastyki i Fenixa jaką zbierał przez lata, i po tym nic już nie było takie, jak wcześniej.

To co najbardziej utkwiło mi w pamięci za gówniarza, a później w latach młodzieńczych, historie które pamiętam do dziś, niektóre co prawda jak przez mgłę, to:

1. „Miot”- James’a Kisner’a, niby niewinna opowiastka, rozpoczynająca się historią ukochanej przez całą rodzinę kotki, wydającej na świat, zamiast kociąt, małe szare potwory, które finalnie ją zjadają. Gdzieś tam w środku ta historia zmieniła moje postrzeganie słodkich czworonogów, i zagnieździła się w głowie jako rzecz jak najbardziej możliwa. Boje się lasu i tego co może kryć się między drzewami, pod osłoną nocy. Ale ja wierzę też w UFO, karły donoszące kokainę na srebrnych tacach, i w latającego potwora spaghetti.

2. „Dzieci kukurydzy”- Stephen’a King’a. Opowieść o małym miasteczku, gdzie dzieci mordują swoich rodziców, wszystkich dorosłych, zaczynają czcić kukurydzianego boga i rządzić się swoimi prawami. Sytuacja zmienia się, kiedy przez to z pozoru opuszczone miasteczko przejezdza para, która potraca chłopca wybiegającego z pola kukurydzy. Bachorów bałam sie od zawsze na zawsze, nikt nie wie co tkwi w tych podstępnych małych, ładnych głowkach. Strachem napawają mnie wszystkie bachory, żywe, martwe, dzieci zombie, dziecko z Trainspottingu, nawet łyse głowy dzieci moich znajomych z facebooka. Meh. Zwłaszcza te małe, łyse łby.

3 „TO”- Stephena Kinga. Pennywise, mój odwieczny wróg, i kompan wszystkich nieprzespanych nocy. Czyhał za firanką, w studzience ściekowej, za drzwiami do piwnicy, w odpływie zlewu. Skurwiel pod postacią energii z kosmosu, mógł być wszędzie i o każdej porze. Jego ząbki piranii, jego super moc, jego upiorny wygląd, wszystko to sprawiło, że boje się go do dziś. Najgorszy, zdecydowanie najgorszy. Jest moim numerem jeden postaci, po spotkaniu której wieczorową porą, dostałabym trzech wylewów po kolei, a zwieracz na pewno nie dałby rady. Jeśli w nocy boję się spać, i myślę o tym kto leży pod moim łóżkiem, to jest to on, albo laska z japońskiego Ringu.

4. „Dziecko Rosemary”- Ira Levin’a. Niby light’cik, niby nie straszny, a jednak gdzieś tam w odmętach świadomości kwestie opętania, szatana, szatańskiego bachora (najgorsze połączenie- SIC!) we mnie drzemią. Dziecko Rosemary to książka ciężka i zalegająca na długo, nie pozwalająca spać.  Śmierdzi snem schizofrenika o najgorszym z możliwych scenariuszy, klimat duszny jak w kocyku małej Madzi. Zdradzenie przez partnera życiowego, gwałt przez szatana, bezprawne wykorzystanie macicy. Czy może być coś gorszego? Dzisiaj bezprawnie z mojej macicy chciałby korzystać tylko Terlikowski, ale z nim umiem sobie poradzić.

5. „Wyklety- Graham’a Masterton’a. Już sam wygląd wydania napawał mnie strachem, na okładce była straszna czaszka. Ale nie możemy zapominać, że jestem pizdeczką. Akcja książki dzieje się w miasteczku Salem. Miasteczko jest przejebane, najpierw grasowały tam wampiry od Kinga z ” Miasteczka Salem”, a tym razem czarownice, demony umarłych, i złowieszcze obrazy.  Odradzam wakacyjny wyjazd w tamte rejony. Mastertona do dziś czytam, tak jak King’a, jednym tchem. Akcja, opis, akcja, rodzynek erotyczny, aż do końca akcja. Podchodzi mi ten styli pisania, Panowie powinni spłodzić coś razem. Oby nie z Rosemary.

Faceci uważają, że mój strach przed horrorami jest słodki. Wielcy mi rycerze w srebrnej zbroi, ciekawe czy któryś będzie wciąż takim kozakiem, kiedy obudzi się obok mnie bez make up’u.

Previous Post
41. Slacktywizm, wirtualna rzeczywistość, clicktywizm
Next Post
43. Better work bitch.
  • Nataniel1980

    Świetny tekst i streszczenie lektur. Miotu nie czytałem ale to nadrobie, dziecko Rosemary tylko oglądałem. To jest klasykiem i film jest tak dobry jak i książka i to chyba jedyna ze stajni S. Kinga która nie denerwowała opisami zdecydowanie są przydługie dlatego zawsze wolałem G. Mastertona jego Manitou (polecam jeśli nie miałaś okazji) jak i wiele innych.
    Pozdrawiam

    • Oscylowałam pomiędzu Manitou a Wyklętym, zrobiłam chyba wszystko Mastertona. Jak żyć z takim balastem wiedzy o potworach 😀

      • Nataniel1980

        Przy takiej ilości książek-horrorów to teraz oglądany horror powinien byc dla Ciebie jak dobranocka. Z filmów jednak w tej kategorii nic strasznego sie nie pojawia, czyżby wyczerpali tematy i możliwości?. Teraz im bardziej gore tym film lepszy (ich zdaniem).

  • Nataniel1980

    nie zapominaj że największymi potworami są ludzie… i jak tu żyć z takim balastem. No chyba że masz jakiegoś kałacha i wiadro pestek pod łóżkiem 😉

    • Mam siłę pieciu pięści 😉 i umiem porządnie kopnąć.
      Wybrałam się w środę na „Piramidę”, chyba muszę opisać chujowatość tego filmu, bo to aż niedorzeczne.

      • Nataniel1980

        Skoro po przeczytaniu tylu horrorow twierdzisz że Piramida jest chujowa to…. niebędę tracil na nią czasu dzięx za info. Streścisz to przeczytam skrót i mi wystarczy.