15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

109. Pod Norenami- mała podróż po Azji- Kraków

3 komentarze

Kraków rozpieszcza kulinarnie vegan, Pod Norenami na pierwszy strzał, bo dostałam rekomendację od pewnej pięknej, bliskiej mi kobiety, więc nie miałam prawa nie wierzyć, że „spadną mi majtki”. Panie Paweł Nguen Kim Chang Albrzykowski- rzeczywiście spadły.

#OTOCZENIE: do wnętrza wchodzi się wprost z ulicy, więc można miejsce łatwo przegapić, także należy patrzeć uważnie. My wymęczeni upałem i tatuowaniem prawie poszliśmy dalej.

#WNĘTRZE: surowe, ascetyczne, nieco ciemne, ale ma swój urok. Drewniane meble, poszarzałe ściany, japońskie dekoracje, bambusowe klosze. Kolory szare, zgniła zieleń, brązy, beże i szarości, na zmianę z obrazami i świeżymi kwiatami. Jest wygodnie i przestronnie, wnętrze ma klimat.

IMG_20150804_152856

#OBSŁUGA: młoda i poprawnie wyszkolona, pomocna i uśmiechnięta, nie zaliczyli żadnego fuck’upu podczas naszych odwiedzin.

#JEDZENIE: no i przy tym punkcie pochylę się nieco dłużej. Menu bardzo obszerne, można się w nim zatopić na kilkanaście minut. Całe szczęście będziemy bywać w Krakowie co miesiąc, żeby wrzucać nowe tatuaże, więc spróbuję jeszcze kilkunastu pozycji z karty. W przeciwnym razie wciąż płakałabym, że nie spróbowałam wegańskiego sushi. Zamówiłam tofu w sosie orzechowym, a Jakub pikantne smażone tofu z chilli, które wg niego w ogóle nie było pikantne. Dodatkowo wzięliśmy wegańskie ciasto dnia i samosy na przystawkę.

IMG_20150804_153007

Przystawka wjechała dość szybko, samosy były poprawne. Zresztą, czego można się spodziewać po pierożkach z warzywnym nadzieniem. Za to tofu w sosie orzechowym pyszne, po prostu pyszne. Ciężkie i mączne, pewnie z milionem kalorii, ale opłacało się na nie przydługo czekać. Kuba już nie był tak zadowolony, bo jego tofu z chilli okazało się mało pikantne. Biorąc pod uwagę fakt, że ten troglodyta wciąga papryczki piri piri nosem na śniadanie, nie dziwi mnie, ze zapewne cholernie pikantne danie mogło być dla niego „mało wyraziste”.

IMG_20150804_153255

Na szczególną uwagę zaś zasługuje wegańskie ciasto dnia, okazała się nim być karobowa tarta z orzechów nerkowca z jagodami goji. To ciasto rozpieprzyło na łopatki i podbiło moje podniebienie, a to nie łatwe. Delikatna kremowa konsystencja i czekoladowo, karmelowo, orzechowy smak, który wspominam do dziś. Niebo w gębie. Obawiam się, że mogłabym zjeść je całe, gdyby tylko stało przede mną, nie zważając na kalorie.

#CENY: raczej przystępne, od 25-30 zł za główne danie. Około 10 zł za deser. Karafka wody również około 10 zł i około 20 zł za przystawkę. Za porządny obiad dla dwóch osób trezba zapłacić jakieś 150 zł. Porcje są słusznej wielkości.

Zdecydowanie polecam !

Stawiam restaurację na pierwszym miejscu na kulinarnej mapie Krakowa i na pewno ją jeszcze odwiedzę.Marzy mi się wegańskie curry, sushi, a najbardziej karobowa tarta na delikatnym orzechowym spodzie. Tarto! Tęsknię za Tobą!

Previous Post
108. Imprezowy podryw.
Next Post
110. Najlepsze ever vegańskie cupcakes.
  • po co po co po co czytam to o 22:44….

    • Emilia von Boska

      To ciasto….ojapierdole.

  • Kasia Sobala

    muszę namówić męża na romantyczny wyjazd do Krakowa <3