15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

61. „Pokolenie Ikea”- Piotr C.

0 Comment

Na dodanie do domowej biblioteczki „Pokolenia Ikea” Piotra C. czekałam jakieś dwa miesiące.

A ja nienawidzę czekać.

Cóż mogę rzec po jej wchłonieciu? Czarny…Ty pizdeczko.

To wszystko co mam do powiedzenia. Świerszcze! Kurtyna!

A poważnie, nic mnie bardziej nie wkurwia niz książki, które mają pięć stron. Kończą się zanim na dobre zaczniesz czytać. Ja kocham zasiąść z konkretnym tomiskiem, które powoduje, że drętwieje mi ręka od trzymania, a kiedy upadnie na twarz podczas czytania przy leżeniu na plecach, miażdży czaszkę. „Pokolenie Ikea” do takich książek nie należy. Zdążyłam zacząć, kilka razy parsknęłam śmiechem i książka się skończyła.

Fabuła to utrzymana w humorystycznym tonie historia z życia megajebaki, total casanowy Czarnego, zaliczającego laskę za laską i poprawiającego to kolejnymi laskami. A jednak jak to i w życiu bywa, w końcu trafiła kosa na kamień, i pomimo tego, że książka nie kończy się happy endem i pozostawia wszystko w niedopowiedzeniu, można domniemywać, że Czarny i jego korpo koleżanka Olga skończą w słodko pierdzącym związku.

Piotr C. kurwi tak często jak ja i calość książki utrzymana jest właśnie w tym tonie. Niby powinno to do mnie trafiać, bo jestem polskim japiszonem, robiącym karierę, żyjącym w szklanych domach, świetnie odnajdującym się w korpo, biegnącym za niczym skurwysynem. Kocham luksus, zarabianie hajsu, wspinanie się po szczeblach kariery i poczucie wyższości. Powinno przemawiać, ale nie przemawia.

Ani w tym fabuły, ani polotu. Niektóre teksty suche jak pochwa zakonnicy, infantylny bełkot. Całość książki można zawrzeć w zdaniu: „Będzie jebanie czy nie, oto jest pytanie.”

Można doszukiwać się na siłę jeszcze kilku ponadczasowych prawd, np. w stylu „pieniądze szczęścia nie dają”- ale kto w to kurwa uwierzy?

Mierna psychoanaliza zachowań męsko-damskich, kilka dokładnych i szczegółowych opisów kitraszenia, marne dialogi i powielanie stereotypów. Skrajny konsumpcjonizm, hedonizm, prokrastynacja, plastikowe postacie i plastikowe emocje.

Tak chujowe to wszystko, że aż kupię drugą część, lubię mieć takie gówno do zaśmiecania strychu kiedy jadę metrem.

Świerszcze! Kurtyna! Brutus pedał!

 

fot. www.upolujebooka.pl

Previous Post
60. Pasta z suszonych pomidorów.
Next Post
62. Spieszmy się kochać prawdziwych facetów, tak szybko odchodzą.