15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

39. Wyprute koty III.

0 Comment

Znajomości z podstawówki czasem się przydają. Arturowi podobałam się od zawsze, wodził za mną oczami spaniela, i był zwykłą pizdeczką. Znalazłam go na facebooku, dwa razy przyjaźnie zagadałam, delikatnie wypytałam czy dalej pracuje w warszawskiej policji, po czym zaprosiłam na pogaduszki, i drinka pod pretekstem wspominania starych czasów, i zorganizowania spotkania klasowego. Oczywiście natychmiast się zgodził, i następnego dnia już siedzieliśmy u niego w domu, na kolacji, przy dobrym winie. Polewałam mu raz za razem, wesoło wspominając czasy podstawówki, i sącząc powoli pierwszy kieliszek. Widać, że rzadko pił, ale nie miał umiaru i nie wiedział, kiedy skończyć. Ludzi chlejących na umór rozpoznaję zawsze, oni nigdy nie wiedzą kiedy przekraczają tą magiczną linie, i Artur własnie do tej grupy należał. Kiedy butelka wina była już pusta, zaproponowałam wypicie czegoś mocniejszego, a on wyjął z barku whisky. Po drugim drinku, a moim pierwszym łyku, chłopak się rozkręcił, i bez skrępowania opowiadał o ostatnich sprawach, nie szczędząc opisów gwałtów, krwi, bebechów i morderstw.

„No i mówię Ci Mała, otwieram te drzwi od pokoju, a na środku leży dziwka wyruchana tak, że z cipy zrobili jej krwawą kaszankę”- rechocze.”Czujesz ten widok? Normalnie krwawa miazga!”- opisuje gestykulując. Gdyby nie był mi potrzebny zrobiłabym mu z ryja krwawą miazgę, a na plecach cipę, za ten obleśny rechot, i jego długi psi jęzor. Widząc moje obrzydzenie grał Bogusława Lindę warszawskiej policji, opisywał sprawy i sposoby jak je rozwikłał, opisując swój spryt, i sznyt. Brzmiało to jakby przedszkolak przechwalał się nowymi kredkami. Nienawidziłam skurwiela,  mdliło mnie jak słuchałam tych bredni, ale musiałam się dowiedzieć, czy ktoś cokolwiek podejrzewa. Nie dość, że od zawsze był pizdą, praca w policji uwydatniła te cechy, i dorzuciła mentalność przygłupiego kapo. Dawno nie miałam do czynienia z takim zakompleksionym pojebem, który dostał do ręki odrobinę władzy i obnosi się z tym jakby został księciem Monako.

„A propos, Artur, a słyszałeś o tym martwym mężczyźnie na dachu wieżowca, z wyprutymi wnętrznościami?”- zagaiłam słodko, patrząc mu głęboko w oczy, niby niechcący poprawiając włosy, nakręcając ich kosmyk na palec, i patrząc na niego spod wachlarza długich rzęs. Stare miłości nie rdzewieją, a chęć udowodnienia sobie własnej atrakcyjności, po tylu latach olewki z mojej strony na pewno weźmie dziś u niego górę. Już tak mają ludzie z niskim poczuciem własnej wartości. Są prymitywni i łatwo nimi sterować, można zaplanować do przodu ich ruchy, i pomagać im zdobywać bazy, jednocześnie realizując własny plan.

Bez dwóch zdań ten wieśniak jest mi na razie potrzebny. A jego potrzeba zaimponowania mi pomoże mieć info z pierwszej ręki, bo ryj wciąż mu się nie zamykał, wiedziałam już o połowie prowadzonych tajnych spraw. Zawsze lubiłam posiadać informację, i zawsze pojawiali się ludzie, którzy mi ich udzielali. Jestem chodzącym zbiorem informacji na każdy temat, wykorzystującym je wtedy, kiedy są do tego potrzebne. Te od Artura też się kiedyś przydadzą.

„Ja pierdole, Maleńka, czy słyszałem?! Badam tę sprawę od początku, z moim partnerem Tarkowskim. Czekaj, czekaj, czy ty tam przypadkiem nie mieszkasz?! „- wykrzyknął podniecony jakby właśnie wygrał szóstkę w totka, albo rozwikłał sprawę zabójstwa Olewnika. No teraz musiał być z siebie najbardziej dumny.

„No tak się składa, że mieszkam. Nie możemy z sąsiadami przejść nad tym do porządku dziennego Artur, nie mogę spać, nie mogę jeść, boje się być we własnym domu, boje się własnego cienia. Co tam się stało?! Czy ten szaleniec znów zaatakuje?!”- grałam przestraszoną, dolewając mu whisky. Robiłam wszystko, żeby uwierzył, że jest moim rycerzem na białym koniu, moim pieprzonym wybawieniem, i tylko przy nim mogę czuć się bezpieczna.

„Emcia, Emcia, Emcia, Ty się nie musisz niczego bać”- czknął, po czym kontynuował: „Ja mam wszystko pod kontrolą.”- zaciągnął pijacko, po czym znowu łyknął drinka. „To już drugie zabójstwo kuriera, tylko ten pierwszy miał przy sobie większą gotówkę, obrabowali go i zabili, na Pradze. Dziwne, że temu kurierowi nic nie zabrali, ale to musi być ten sam gang”- tymi idiotycznymi tłumaczeniami prawie mnie uspokoił. Dowiedziałam się już, ze jest idiotą i za nic w świecie nie rozwikła tej sprawy. Martwił mnie tylko śledzący mnie Tarkowski.

Artur widocznie oklapł, a język zaczął mu się plątać, dolałam mu whisky do drinka kiedy na chwilę wyszedł do toalety. Kiedy wrócił, od razu złapał szklaneczkę, i wypił połowę, po czym głośno beknął, sięgnął ręką w moją stronę, nakręcił sobie mój kosmyk włosów na palce i zabełkotał:

” Aleś Ty ładna !”- odkrywając tym samym Amerykę. Prawdziwy Kolumb, lekko łysiejący, z piwnym brzuchem. Kurwa jak ja nienawidzę pijanych ludzi, bełkocących o swoich niespełnionych marzeniach i miłościach, z tym pijackim oddechem, prostackimi zachowaniami, bez hamulców, prawdziwych jak dzieci, żałosnych, ukazujących swoje prawdziwe motywy.

„A twój partner Tarkowski? On też podąża tym tropem?”- zagaiłam przysuwając się do niego, i przeczesując mu włosy palcami. Jego chemia wisiała w powietrzu, można było ciąć ją nożem. Moje obrzydzenie podchodziło mi do gardła, ale na razie nie mogłam pokazać jak bardzo gardzę tym pionkiem. I na niego przyjdzie czas. Tylko nie teraz. Teraz musiałam grać zauroczoną dzielnym policjantem z dochodzeniówki, i tej wersji trzymałam się kurczowo, jak maminsynek maminej spódnicy. My kobiety, jesteśmy takimi aktorkami. Umiemy zagrać wszystko, jeśli tylko gra jest warta świeczki.

„Tarkowski to niedługo idzie na emeryturę, lepiej dla niego szybko zamknąć tę sprawę. Nie gadamy za dużo, gburowaty typ, a sprawa jest moja !”- wyjaśnił bełkotliwie. Widziałam, że ledwo stoi na nogach, zaprowadziłam go do łóżka, mówiąc, że chwilę poleżymy, na co od razu się zgodził, a w ruchach zepsutego, pijanego robota, kiedy szedł do sypialni można było wyczuć ekscytację. Gdy tylko położył głowę do poduszki bełkocząc „Sssspprawa jest moja.” -zasnął, a ja wymknęłam się chyłkiem, i wróciłam do domu.

Wiedziałam, że polowanie na Tarkowskiego czas zacząć. Wiedziałam też, że będę zmuszona kontynuować ten żałosny teatrzyk z pizdowatym Arturem. Ale czego się nie robi, żeby przetrwać.

Previous Post
38. Ja też kiedyś byłam tłustym świniakiem.
Next Post
40. Zrób coś dobrego, adoptuj zwierzaka.