15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

37. Wyprute koty II.

1 Comment

II.

Kurier zaczął śmierdzieć już pięć dni po wypruciu flaków, i znalazła go moja sąsiadka, którą na dach zaprowadziła jej dożyca argentyńska, nieślubna żona Orzecha. Pies poczuł fetor rozkładającego się mięsa. A wszystko przez wiosnę, która przyszła za szybko, zdecydowanie za szybko, żeby zgnilizna mogła zatrzeć wszystkie moje ślady.

Dowiedziałam się, kiedy pisząc wieczorny pościk na bloga, i malując paznokcie u nóg, usłyszałam babski wrzask, głośny bieg po schodach, a później szum, gwar, i harmider. Najpierw tubalne głosy ochrony, i babski sopran żywo coś tłumaczący; później bieg i głosy gapiów, sąsiadów, a na końcu policji.

Chwilę zastanawiałam się, czy wyjść razem z nimi, czy nie. Podobno morderca zawsze wraca na miejsce zbrodni, ale z drugiej strony ochrona wiedziała, że jestem w mieszkaniu, więc byłoby dziwne, gdybym nie wyszła słysząc taki hałas.

Zakładałam puchaty szlafrok i Emu wiedząc, że nic nie zostanie z mojego pedicuru, sycząc po nosem:”kurwa mać, jebany trup”, i otwierając drzwi wejściowe.

Gapie tłoczyli się już nawet na moim piętrze, przedarłam się przez ciekawski tłum, aż na dach. Skurwiel leżał rozwalony na plecach, szczerząc się w niebo, z rozbabranymi flakami, na które już prawdopodobnie skusiły się kruki i wrony. Bebechy miały kolor bordowo- fioletowy. „Zupełnie jak mój lakier do paznokci”- pomyślałam.

Udawałam zainteresowanie, śledząc wzrokiem pucołowatego psa z kryminalnej, który rozwijał taśmę, naokoło miejsca zdarzenia, wciąż próbując nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Kiedy znalazł się blisko mnie zapytałam:

„Panie, co tu się stało? W strzeżonym bloku, na ekskluzywnym osiedlu takie historie?! Ludzie nie będą mogli spać w nocy!”- zapytałam malując na twarzy przerażenie i obrzydzenie.

Za mną od razu zawtórował rozentuzjazmowany tłum, gapie zaczęli sie przekrzykiwać jeden, przez drugiego pytaniami, i strzelać fotki komórkami. Wiatr rozwiał mi włosy, i przywiał ze sobą swąd padliny.

„Podejrzewamy porachunki mafii”- niemrawo odpowiedział, ale ręce mu się trzęsły, i widać było, że z trudem powstrzymuje się przed rzygnięciem na zwłoki, bo co chwilę przełykał głośno ślinę. Po czym ostatentacyjnie odepchnął nas z dryblasowatym koleżką, postury wielkiego wora pełnego wody, dalej od miejsca zbrodni, odgradzając je jeszcze jednym kawałkiem policyjnej taśmy.

Postałam jeszcze dziesięć minut, aż gapie zaczęli się rozchodzić wtedy wróciłam do domu, i wiedziałam, że teraz zaczęła się rozgrywka.

Zdjęłam Emu w przedpokoju, i spojrzałam na paznokcie. Tak jak myślałam, cały pedicure w pizdu.

.  .  .

Policyjny ogon z KWP zauważyłam za sobą już po trzech dniach, wracając z pracy.

Stary pies szedł za mną od metra, paląc papierosa, a kiedy się odwróciłam, zawrócił i odszedł w przeciwnym kierunku. „Co za jełop i partacz”- pomyślałam idąc spiesznie w kierunku domu.

cdn…

Previous Post
36. Pif Paff, ratatata.
Next Post
38. Ja też kiedyś byłam tłustym świniakiem.
  • Milo mi czytac Twoje posty. Dodaja mi humoru.