15 49.0138 8.38624 1 0 4000 1 http://zmierzchnica.com 300

44. Jeśli zechcesz odejść, odejdź.

0 Comment

Są w życiu momenty, w których pewne rzeczy się kończą. Etapy, w których wydarzyło się zbyt wiele, w których wszystko już zostało powiedziane. Sytuacje, których nie da się już odkręcić, niczego naprawić, odbudować. Poza tym czy naprawianie związku ma sens? Czy kiedy przestajemy być szczęśliwi z daną osobą próby odgrzania związkowego kotleta sa realnie wykonalne? Czy potrzebne?

Nie znam żadnej historii, w której coś takiego kończyłoby się dobrze, nie mam żadnej takiej pary w swoim otoczeniu. I nie mówimy tutaj o sytuacjach w których jedna strona zawiodła, i razem postanawiają dać sobie jeszcze szanse, tylko o sytuacji kiedy coś się kończy, umiera śmiercia naturalną, coś się wypala, i brak nadziei na poprawę sytuacji. Brakuje wykończenia, brakuje przyszłości.

Pierwsza, i najważniejsza zasada to: NIE DRAMATYZUJ. Nie histeryzuj, nie płacz, nie pokrzykuj, nie rzucaj przedmiotami, nie wybiegaj, nie uciekaj, nie odchodź. Trzymaj nerwy na wodzy, a przynajmniej sie staraj. To trudne, ale wykonalne. Wiadomo, czasem informacja jest cieżka do pogodzenia się, do szybkiego przetrawienia, ale i tak gdzieś tam w glębi duszy, zawsze czujemy kiedy związek się sypie, kiedy zrywa się połączenie. Musisz pamiętać, że każdy koniec jest początkiem czegoś nowego, lepszego. A Ty jesteś bogatszy w wiedzę o tym, co Ci w związku nie leży, czego nie jesteś w stanie akceptowac i z jaką osobą być, czego szukasz. Jestes bogatszy o nowe doświadczenia i wiedzę, a to już coś, żeby kolejną relację budować w oparciu o te informacje.

Wiem, to trudne, zwłaszcza kiedy jest się pizdeczką, ale nie rób ex pod górę. Nie wyżywaj się, nie kombinuj, nie niszcz rzeczy, nie stalkuj, nie odgrywaj się. Pogódź się z faktem, że koniec, to koniec. Rozstań się z godnością. Czasem nerwy ponoszą, czasem można powiedziec kilka rzeczy za dużo, ale na Boga, kobieto, nie udawaj ciąży, nie wymyślaj chorób, nie wydzwaniaj po nocach. Mężczyzno, bądź mężczyzną, nie truj dupy, nie pisz maili, nie dzwoń, nie wystawaj pod blokiem, nie przyjeżdżaj do pracy, nie wysyłaj kwiatów, liścików, i daj spokój. Mężczyzno i kobieto, nie wyrzyguj się emocjonalnie na Facebooku, nie strasz nikogo samobójstwem, nie pisz epopei w messengerze, nie pierdol o udawanych orgazmach,  i o tym jak było chujowo.

A jeśli rzeczywiście bylo, to jak to świadczy o Tobie, że wybraleś na partnera kogoś tak chujowego?

I kurwa, to jest najbardziej żenujące ever. Nie wchodź w nowe związki na siłę, dla rewanżu. Nie ruchaj nikogo w przydrożnej toalecie, wrzucając one night stand selfies. Ani to niczego nie naprawi, ani nie sprawi, że poczujesz sie dobrze.

Paradoksalnie, po rozstaniu, najzdrowiej dla naszej psychiki jest, kiedy nie widujemy ex partnera. Mamy czas na żałobę po związku, na chwilę refleksji. Czas na polubienie bycia samemu ze sobą, na pozbieranie się. No chyba, że nie przeżywamy rozstania. Czasem bywa i tak, że nie ma czego przeżywać, że od dłuższego czasu było tak czerstwo, i bez ikry, że rozstanie jest po prostu kolejnym etapem.

Anyway, po akceptacji porażki czas ruszyć do przodu, zająć się sobą, i podbijać świat, bo nie ma na co czekać.

Smuteczek mnie bierze na ludzi rozpamiętujących stare związki przez siedemnaście lat po ich zakończeniu, to żałosne. Pozbierajcie się, i do przodu.

No więc, można tak, po ludzku, z klasą, jak człowiek z człowiekiem, a można też tak, jak robię to ja. Podczas rozmowy o rozstaniu walę na odlew w ryj, wypierdalam ciuchy ex przez okno podpalając je, wbijam w ramię igłę z Aids’em, i spycham ze schodów.

Bo damą, to się trzeba urodzić.

Previous Post
43. Better work bitch.
Next Post
45. Nie rób tego jeśli szukasz pracy.